🇩🇰 Kopenhaga na weekend – jak odwiedzić jedną z droższych stolic Europy i nie zbankrutować?

Kacper Malarz

Cześć! Jestem Kacper i pochodzę z podwarszawskiego Celestynowa. Ukończyłem studia licencjackie na kierunku Turystyka i Rekreacja w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, pracuję w tej branży, a od kilku lat spełniam się w roli podróżnika. Praca na pełny etat nie przeszkadza mi, aby znaleźć czas na podróże – zarówno te małe jak i duże. Zapraszam Was do odkrywania ze mną świata.

Poczytaj i daj się porwać w niesamowitą podróż!

Media społecznościowe


Ten wyjazd był typowym weekendowym wypadem, który pozwala złapać oddech, a jednocześnie nie wymaga brania urlopu. Wylot z lotniska Warszawa-Modlin o 23:50, powrót w niedzielę o 16:15. W teorii idealnie. W praktyce – jak to bywa – pojawiło się ponad godzinne opóźnienie samolotu Ryanair, więc do hotelu Cabinn Metro dotarliśmy około trzeciej nad ranem. Kopenhaga przywitała nas spokojem, chłodem i skandynawskim porządkiem, który czuć nawet o tak późnej godzinie.

Warto wiedzieć, że wszystkie linie low-cost lądują na końcu terminala. Przejście do głównej części lotniska zajmuje około 20 minut, co po nocnym locie potrafi być odczuwalne.

Kopenhaga to dla mnie miasto różnorodne, zielone i pełne skandynawskiego klimatu. Zamiast zaczynać dzień od metra, postanowiliśmy przejść ponad pięć kilometrów do centrum. Po drodze mijaliśmy ogromny zielony plac, a obok nas sunęły autonomiczne wagoniki metra, które w Kopenhadze działają praktycznie całą dobę. Warto usiąść na przedniej kanapie – jazda przypomina prowadzenie wagonu przez tunele i nasypy miasta.

Na transport kupiliśmy bilety dobowe Small City Pass. To dobra opcja, jeśli nie planujecie płatnych atrakcji. Jeśli jednak chcecie odwiedzać muzea i zabytki, warto rozważyć Copenhagen Card, która obejmuje zarówno transport, jak i wejścia.

Kopenhaga jest droga – tego nie da się ukryć. Bilet dobowy kosztuje około 70 zł, podobnie jak zwykły fast food. Restauracje potrafią być znacznie droższe. My ratowaliśmy budżet hotelowymi śniadaniami i klasycznymi duńskimi hot dogami z ulicznych budek. Przy poprzedniej wizycie korzystaliśmy z TooGoodToGo – paczka słodyczy z cukierni wystarczyła nam na śniadania przez cały wyjazd, a do tego obiadokolacje. Da się przetrwać nawet w skandynawskich realiach.

Børsen – Imponujący XVII‑wieczny budynek dawnej giełdy z charakterystyczną iglicą. Obok znajduje się C.F. Tietgens Hus, obecnie w remoncie.

Christiansborg – Pozostałości XII‑wiecznego zamku, który wprowadza w klimat dawnej Kopenhagi.

Gammel Strand i Strøget – Deptak pełen sklepów, ludzi i pamiątek. Idealny na spacer i drobne odkrycia.

Ratusz, pomnik Andersena i Tivoli – Klasyczne punkty miasta. Tivoli to najstarszy park rozrywki na świecie, więc nawet jeśli nie wchodzicie, warto zobaczyć okolicę.

Ørstedsparken i Nørreport – Zielony park, spokojny spacer i moment na zakup biletów miejskich. City Pass działa na metro, pociągi, autobusy, tramwaje i promy.

Kościół ze Shreka (Grundtvigs Kirke) – słynny kościół znany z filmu. W soboty jest zamknięty dla turystów. Dojazd do stacji Emdrup, a potem około 20 minut spaceru.

Kopenhaska Syrenka – Jedno z najbardziej obleganych miejsc w mieście. Autokary podjeżdżają jeden za drugim, a tłum potrafi skutecznie zatrzymać dalszy marsz.

CopenHill – spalarnia śmieci z punktem widokowym. To jeden z najbardziej niedocenianych punktów Kopenhagi. Na dachu znajduje się mini stok narciarski, bar i świetny punkt widokowy na miasto oraz most Øresund. W środku można podejrzeć industrialne wnętrza spalarni, co robi duże wrażenie. My trafiliśmy akurat na zawody w wbieganiu na szczyt. Zapachy nie są najmocniejszą stroną tego miejsca, ale panorama wynagradza wszystko.

Nyhavn – duńska pocztówka: Kolorowe kamienice, woda i restauracje tworzą esencję Kopenhagi. Dotarliśmy tam okrężną drogą: promem z Refshaleøen do Enghave Brygge, potem metrem do Kongens Nytorv i krótkim spacerem. Niestety pogoda postanowiła się załamać, więc Nyhavn zaliczyliśmy w wersji skróconej.

Amager Beachpark: Drugi dzień zaczął się ulewą, ale udało nam się trafić na krótkie okno pogodowe. Amager Beachpark to szeroka, nadmorska przestrzeń, która wygląda jak zupełnie inna Kopenhaga. Stamtąd pojechaliśmy prosto do metra i na lotnisko.

Kopenhaga w 1,5 dnia to sprint, ale taki, który daje energię i reset. Trochę zieleni, trochę architektury, trochę metra, trochę hot dogów, trochę deszczu. Właśnie w tym miksie kryje się cały urok Skandynawii.