🇦🇲 Armenio, jesteś piękna!

Kacper Malarz

Cześć! Jestem Kacper i pochodzę z podwarszawskiego Celestynowa. Ukończyłem studia licencjackie na kierunku Turystyka i Rekreacja w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, pracuję w tej branży, a od kilku lat spełniam się w roli podróżnika. Praca na pełny etat nie przeszkadza mi, aby znaleźć czas na podróże – zarówno te małe jak i duże. Zapraszam Was do odkrywania ze mną świata.

Poczytaj i daj się porwać w niesamowitą podróż!

Media społecznościowe


Kolejny, jakże by inaczej, nieoczywisty kierunek jaki obrałem jako podróżnik to Armenia. Jest to odwiedzony przeze mnie 35. kraj na świecie. Zadecydował o tym oczywiście przypadek, a konkretniej „Szalona Środa” w Polskich Liniach Lotniczych LOT kilka tygodni temu. Nie miałem planów na majówkę, a więc się trafiło. Muszę przyznać, że jestem niesamowicie pozytywnie zaskoczony tym krajem Kaukazu. Nie miałem świadomości, że stolica tego kraju jest jednym z najstarszych miast świata, którego historia liczy ponad 2800 lat. Piękne budynki zbudowane ze skał wulkanicznych oraz nieskażone komercją, wyglądające europejsko centrum miasta, często określane Paryżem Wschodu – to właśnie Yerevan.

KIEDY? 2 – 6 MAJA 2025
JAK? PLL LOT Z WARSZAWY (LOTNISKO CHOPINA)
ILE OSÓB? SOLO-TRIP
KOSZTY WYJAZDU (ŁĄCZNIE): OK. 2,5 TYS ZŁOTYCH

Swój wyjazd do Armenii rozpocząłem 2 maja dosyć późnym wieczorem. Rejs PLL LOT z Warszawy do Erywania zaplanowany miałem na godz. 22:50. Lotnisko Chopina w Warszawie o tej porze jest praktycznie puste, ale nie strefa non-schengen, skąd właśnie w tych godzinach jest najwięcej odlotów.

Lot z Warszawy do Erywania trwa około 3-3,5 godziny i mogłoby być krócej, ale w chwili obecnej nie jest to możliwe ze względu na konieczność ominięcia strefy powietrznej Ukrainy, co oczywiście związane jest z trwającym konfliktem zbrojnym.

Nasz lot ze względu na burzę w Warszawie odleciał z opóźnieniem co wpłynęło na to, że w hotelu w Erywaniu pojawiłem się dopiero o godzinie 6:00. Aby tam dotrzeć skorzystałem z taksówki zamówionej poprzez aplikację Yandex Go. W krajach wschodnich jest to odpowiednik m. in. Google, Ubera, Glovo i prawdopodobnie wielu innych zachodnich aplikacji w jednym. Poruszając się po Erywaniu warto ją posiadać – można na niej śledzić na żywo pojazdy komunikacji miejskiej. Chociaż Yandex jest platformą pochodzenia rosyjskiego to nie ma problemów ze skorzystaniem z niej przez nas.

Można by rzec dopiero albo aż – zależy jak na to spojrzeć. Hotel Elysium Gallery położony jest właściwie jakieś 400 metrów od Opery Narodowej i niewiele dalej od Placu Republiki czy Kaskad, więc baza do eksplorowania miasta świetna. Po ciężkiej podróży ze względu na nocne godziny jej trwania jedyne o czym marzyłem to był sen – dlatego też przynajmniej próbowałem się przespać parę godzin. Niestety hotel nie spełnił moich oczekiwań. Skąd taka opinia? Drzwi do mojego pokoju były na tyle nieszczelne, że słyszałem wszystko co działo się na korytarzu i każdą rozmowę na recepcji. Pech chciał, że po moim zameldowaniu i podczas zasypiania pojawiła się Pani z Rosji, która miała na tyle donośny głos i była gadatliwa, że zasypianie w takich warunkach było po prostu nawet mimo zmęczenia ciężkie. Tutaj muszę wspomnieć, że gdy jej gadka się ciągnęła, ktoś z pokoju obok wyskoczył z niego z krzykiem, że nie może spać przez nią. Nie wiem czy poskutkowało, ale najwyraźniej tak, bo zasnąłem.

Dzień na nowo rozpocząłem od krótkiego spaceru po centrum. Na ten dzień zaplanowany miałem walking tour po mieście z Placu Republiki o godzinie 14.00. Jako, że miałem jakieś 1,5h postanowiłem chociaż zajrzeć co znajduje się wokół mnie. Nie sposób było nie zacząć od najbliższej atrakcji – Narodowej Opery Armeńskiej i Teatru Baletu. Dzieliło mnie od tego miejsca jakieś 7 minut spaceru. Po szybkim przejściu wokół budynku moim oczom ukazały się Kaskady. Podejrzewam, że Ci, którzy mnie znają długo, domyślają się co zadziało się dalej. Nie mogło być inaczej – od razu wszedłem na górę, aż do pomnika upamiętniającego Rewolucję Październikową. Widok na miasto jest z tego miejsca przepiękny – co tu opisywać, zobaczcie sami.

Tutaj trzeba dodać, że przy odpowiednich warunkach pogodowych możemy z tego miejsca podziwiać górę Ararat, pewnego rodzaju symbol Armenii. To tylko pokazuje jak potężne góry otaczają miasto. Miałem szansę ją zobaczyć z tego miejsca ostatniego dnia w Erywaniu. Chociaż chmury troszkę psują widok, kto spostrzegawczy ma szansę dostrzec ten szczyt.

Dochodziła godzina 14.00, więc z samej góry ruszyłem na Plac Republiki. To miejsce wywołało niesamowicie pozytywne emocje. Budynki wzniesione z wykorzystaniem skał wulkanicznych w połączeniu z promieniami słońca wyglądają po prostu niesamowicie. Budynek parlamentu, Muzeum Historii Armenii, tańczące wieczorami fontanny – tak, to właśnie centrum Erywania.

Naszą wycieczkę rozpoczęliśmy pomiędzy tańczącymi fontannami, a Muzeum Historii Armenii. Tutaj oczekiwał nas przewodnik lokalny pracujący w turystyce od ponad 12 lat – Tigran. Zaczęliśmy bardzo nietypowo, ponieważ od naszych oczekiwań dotyczących spaceru. Jakie tematy najbardziej interesują grupę – w naszej okazały się to tematy geopolityczne oraz wpływ historii na obecny kształt państwa. Przeszliśmy kawałek do cienia, gdzie odbyliśmy dłuższą pogadankę na temat kraju, w którym się znajdujemy.

Do Armenii idealna pora na podróż to wiosna i jesień z bardzo prostej przyczyny – wtedy temperatury sprzyjają zwiedzaniu miasta. Latem termometry w Erywaniu mogą wskazywać nawet 50*C, a po swojej wycieczce do Dubaju mogę stwierdzić – to nie jest temperatura, w której da się funkcjonować normalnie.

Przewodnik w czasie walking touru wspomniał m. in., że budynki w Erywaniu w większości wybudowane są z wykorzystaniem skał wulkanicznych i to dlatego są w takich czerwonawych, czarnych barwach. Budynki te najlepiej (moim zdaniem) wyglądają w promieniach słońca lub oświetlone nocą. Zobaczcie sami:

Podczas około 3-godzinnego spaceru zaglądamy m. in. do ukrytego ogrodu, w którym możemy skosztować soku z moreli, piekarni z prawdziwym ormiańskim chlebem, Opery Narodowej, a całość kończy się przed Kaskadami. Wycieczka jest darmowa, ALE aby to miało sens, warto wesprzeć lokalną turystykę poprzez zapłacenie dowolnej kwoty. Zapłacić można gotówką, ale także kartą – byłem chyba jedyną osobą, która tak zapłaciła, ale jak się zaśmiał Tigran – trzeba iść z duchem czasu.

Dochodziła godzina 17.00, więc nadszedł czas na obiadokolację swego rodzaju. Była sobota, w restauracjach gwarnie. Wcześniej zaznaczyłem sobie w mapach Google kilka restauracji, które wpadły mi w oko, w niedalekiej odległości od hotelu. Byłem w trzech i w żadnej nie było dla mnie stolika. Będąc już głodnym człowiekiem trafiłem do fast fooda w lokalnym wydaniu „Mic Mac Burger”. Po dokonianiu zamówienia Pani z uśmiechem ruszyła ze small talkiem, żebym jak zjem koniecznie dał jej znać jak mi smakowało, bo to lepsze niż McDonald’s. Tutaj uruchomiłem się i wspomniałem, że przez blisko 7 lat pracowałem w tym przybytku. Uśmiechnęła się z efektem „wow” i ruszyła przygotowywać moje zamówienie. Po zjedzeniu naprawdę dobrego burgerka z frytkami (które już takie dobre nie były tak by the way) podszedłem i przekazałem feedback, że wszystko było super – wspomniałem też, że nie ma co się porównywać do sieciówki. Na ten podwójnie przeżyty dzień już wystarczy, ruszyłem na krótki spacer pod Kaskady, skąd ruszyłem już do hotelu na zasłużony odpoczynek.

Kolejny dzień rozpocząłem od wczesnego śniadania, skąd ruszyłem do lokalnego biura podróży, gdzie miałem zarezerwowaną wycieczkę przez GetYourGuide. Plan na dzisiaj: Tsaghkadzor i Jezioro Sevan. Wycieczka bardzo spokojna, a widoki nie z tej ziemi. Przewodnik przekazywał różne informacje w językach rosyjskim, a później angielskim. Grupa rosyjskojęzyczna liczyła około 30 osób, a anglojęzyczna 10. Wynika to oczywiście z tego, że Armenia jest popularną destynacją turystyczną (i jak później mi wyjaśniono również zarobkową) w Rosji. Jako, że trafiła się okazja, miałem przyjemność rozmawiać z kilkoma osobami. Bardzo chcieliby, żeby sytuacja geopolityczna uległa zmianie – oni (a przynajmniej Ci, z którymi rozmawiałem) na serio nie popierają tego, co się dzieje pomiędzy ich krajem, a Ukrainą.

W Tsaghkadzor oprócz dwóch świątyń mieliśmy okazję wjechać na górę kolejką linową skąd mogłem zobaczyć góry Kaukazu pokryte śniegiem. Tsaghkadzor to miejsce wypoczynku Ormian, którzy w miesiącach letnich uciekają z nagrzanej stolicy w góry, do chłodu. Oczywiście w miesiącach zimowych jest to typowy kurort narciarski.

Po wjeździe i zjeździe kolejką linową (na górze poza widokami nie ma prawie nic) ruszyliśmy nad najbardziej interesujący mnie punkt wycieczki – jezioro Sewan. Mieliśmy tutaj zaplanowany lunch – do wyboru były 4 opcje: wegetariańska, mięsna, rybna i a’la carte. Przy pierwszych trzech opcjach mieliśmy szansę korzystać także ze szwedzkiego stołu pełnego przysmaków Ormiańskich. Nie przepadam za rybami, więc wybrałem opcję mięsną. Porcje były solidne, a z tego co wiem dokonałem dobrego wyboru, bo ryby były pełne ości.

Będąc nad jeziorem Sewan mieliśmy do dyspozycji około 1,5 godziny czasu wolnego – wykorzystałem to na przejście na początek półwyspu, by po prostu zobaczyć jezioro z drugiej strony. Jak się okazało, nadciągało załamanie pogody. Było naprawdę wietrznie, a jezioro było wzburzone jak morze (gdy z drugiej strony chwilę wcześniej było naprawdę spokojne). Na załamanie pogody nie byłem w żadnym stopniu przygotowany – zarówno na tej wycieczce jak i całej podróży do Armenii. Nie wziąłem ze sobą ani kurtki, ani parasolki. Zebraliśmy się by przejść do świątyń położonych 220 stopni wyżej. To dopiero były widoki nie z tej ziemi. Nadeszło wspomniane przeze mnie załamanie pogody i właściwie otoczyły nas chmury. Tutaj trzeba zaznaczyć, że lustro wody jeziora Sewan znajduje się prawie 1900 metrów nad poziomem morza. Dla porównania nasze polskie Rysy mają 2501 m n. p. m. Tutaj pogoda zmienia się dynamicznie i nigdy nie sposób przewidzieć co będzie za pół godziny.

Po zejściu do autokaru nie minęła dłuższa chwila i zaczęła się ulewa, a my z wycieczką ruszyliśmy z powrotem do Erywania. Po powrocie ruszyłem w miasto. Będąc mną nie sposób nie zajrzeć na stację kolejową – takie miejsca mają swój klimacik, a w pobliżu często można znaleźć ukryte, nieodkryte szlaki.

Po mieście poruszałem się metrem i autobusami. Koszt jednego przejazdu to 150 dramów, czyli na dzień dzisiejszy około 1,50 zł. Metro kursuje z częstotliwością co około 8 minut, a składy są niesamowicie krótkie. Jak na popularność tego środka transportu w mieście jest to jednak wystarczające. Bilety na komunikacje miejską możemy kupić w kioskach „Telecell”, a zapłacimy tam zarówno kartą jak i gotówką. Płatności kartą dostępne są głównie na stacjach metra. Możemy też użyć karty platniczej jako biletu – taki system działa w Stambule, Gdańsku i wielu innych miastach. Nie możemy natomiast zakupić karty miejskiej (lub jej odpowiednika) na 24h ze względu na ograniczenie do posiadaczy armeńskiego numeru telefonu.

Ze stacji kolejowej w Erywaniu nie odjeżdża zbyt wiele pociągów, ale jest jedna ciekawa opcja, z której warto skorzystać. W wybrane dni tygodnia rusza stąd pociąg na trasie do Tbilisi w Gruzji. Podróż trwającą około 40 minut samolotem, pociąg pokonuje w blisko 13 godzin. Wynika to z kontroli granicznej oraz przejazdu przez Kaukaz.

Dzień zakończyłem słuchając muzykę i oglądając tańczące fontanny na Placu Republiki. Podobny vibe do tych obecnie remontowanych w Emiratach.

Ostatni (pełny) dzień w Erywaniu to czas wolny na spacery po mieście i odpoczynek. Tutaj wstałem prawie bez budzika, bo chciałem się w końcu wyspać mając świadomość, że następnego dnia czeka mnie nocny powrót do Polski (wylot z Erywania o 4.20).

Nie miałem kompletnie zaplanowane nic (tutaj żałuję, bo mogłem zarezerwować chociażby wizytę w wytwórni koniaku Ararat wraz z degustacją. Wyszło inaczej, będzie po co wrócić. Dzień ten przeznaczyłem również na zakupy ormiańskich słodyczy i innych dobroci. Zajrzałem na lokalny targ, gdzie kupiłem suszone owoce oraz orzechy, z których słynie Armenia. Pamiętajcie, że podróżując do Unii Europejskiej obowiązują ograniczenia towarów, które można przywieźć – warto się zapoznać co można, a co nie, by uniknąć przygód, gdy to właśnie nas wyłapie celnik podczas przejścia tzw. zielonym korytarzem „nic do zgłoszenia”.

Dopiero ostatniego dnia spróbowałem ormiańskiej Kofty (zdjęcie poniżej), którą chciałem już pierwszego dnia złapać. Tutaj polecajka restauracja: Gata Tavern znajdująca się w podziemiach. Smacznie i wystrój bardzo klimatyczny – zajrzyjcie będąc w Erywaniu, choć ciężko o wolny stolik.

Późnym popołudniem, koło godziny 16:00 nastąpiło załamanie pogody, pierwsze w czasie mojego pobytu. Burza była na tyle silna, że trwała kilka godzin. Resztę dnia przyszło mi spędzić w hotelu. W nocy jedyne co mogłem zrobić to zamówić taksówkę przez Yandex’a i ruszyć w drogę powrotną. Lotnisko w Erywaniu nie jest ogromne, ale ze względu na kontrolę graniczną wolałem pojawić się na nim z wyprzedzeniem tych 2,5 godziny. Tutaj muszę skrytykować Yandex’a za pokazywanie rozkładów jazdy komunikacji miejskiej. Za każdym razem pokazywało mi inną godzinę odjazdu autobusu lotniskowego, z którego chciałem skorzystać… Finalnie skończyło się na przejeździe samochodem. Na pewno bezpieczniej niż czekać na autobus, który może, ale nie musi się pojawić. Mijałem go jakieś 500 metrów po wejściu do samochodu, ale już trudno… To tyle z mojej ormiańskiej przygody, wylecieliśmy z delikatnym poślizgiem w stronę Warszawy nie wypełnionym samolotem. Większość podróżnych to ormianie z transferami do innych krajów Europy w Warszawie. Po raz pierwszy od dawna udało mi się usnąć w samolocie. Może to dlatego, że noc praktycznie całą przeleżałem nie śpiąc…

Co kupić w Armenii – moja zrealizowana, skromna lista zakupów:

  • Wino Armeńskie
  • Słodycze
  • Suszone owoce, m. in. brzoskwinie
  • Sujukhu (orzechy włoskie w syropie z winogron)
  • Lokum z pistacjami (lokalne)
  • Lemoniada ziołowa (tutaj dostępnych jest dużo gruzińskich, ale są też ormiańskie)

Armenia dla nas, Polaków nie jest krajem drogim. Poniżej lista różnych produktów / usług oraz ich cen:

  • Chleb ormiański, ok. 150-200 AMD
  • Coca Cola, 250 ml w plastiku, 200 AMD
  • Lipton Ice Tea, 390 AMD
  • Pizza (Dodo Pizza) Pepperoni z napojem, 2100 AMD
  • Pocztówki, ok. 300 AMD
  • Yandex – przejazd z lotniska do hotelu, ok. 1700 AMD
  • Komunikacja miejska – 150 AMD za przejazd

Pewnie przytoczyłbym więcej cen, jednak alfabet ormiański podobnie jak gruziński pozostaje dla mnie szlaczkami 🙂

Jeśli chodzi o jedzenie w restauracjach – za obiad (solidna porcja) zapłacimy około 5000 AMD.

Armenia niesamowicie pozytywnie mnie zaskoczyła. Lećcie i przekonajcie się sami, że naprawdę warto!

Przydatne strony / informacje / aplikacje na podróż do Armenii: