Polskie Linie Lotnicze LOT – bądźmy dumni z naszego narodowego przewoźnika

Kacper Malarz

Cześć! Jestem Kacper i pochodzę z podwarszawskiego Celestynowa. Ukończyłem studia licencjackie na kierunku Turystyka i Rekreacja w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, pracuję w tej branży, a od kilku lat spełniam się w roli podróżnika. Praca na pełny etat nie przeszkadza mi, aby znaleźć czas na podróże – zarówno te małe jak i duże. Zapraszam Was do odkrywania ze mną świata.

Poczytaj i daj się porwać w niesamowitą podróż!

Media społecznościowe


Maj kończy się dla mnie nie kalendarzem, a zmęczeniem w nogach i liczbą eventów, które zdążyłem obsłużyć. Kiedy robi się cieplej, praca poza etatem zaczyna przypominać maraton — ale marzenia same się nie sfinansują. A moje plany na drugą połowę roku są ambitne i wymagają konkretnego budżetu. Dlatego dziś zamiast kolejnej relacji z końca świata, zabieram Was na pokład samolotu. Dokładniej: na pokład Polskich Linii Lotniczych LOT — przewoźnika, o którym w Polsce mówi się zaskakująco dużo i zaskakująco krytycznie. Po 20 lotach z LOT-em — zarówno rejsowych, jak i czarterowych — mogę powiedzieć jedno: część narzekań kompletnie nie przystaje do rzeczywistości.

Jak dotąd miałem przyjemność podróżować liniami PLL LOT 20 razy – zarówno w wersji rejsowej, jak i czarterowej. Najdłuższa trasa jaką odbyłem z narodowym przewoźnikiem prowadziła z Warszawy do Colombo (Sri Lanka) zaś najkrótsza z Warszawy do Belgradu.

Lecąc na krótkich trasach po Europie (oraz do Krajów Kaukazu) możemy liczyć na pełny serwis pokładowy, czyli coś co jest coraz rzadsze wśród tradycyjnych linii lotniczych. Zanim otrzymamy jedzenie, otrzymujemy jednorazowe chusteczki odświeżające. Po nich dostajemy drożdżówkę, która serwowana jest w dwóch wersjach – na słodko oraz wytrawnie. W przypadku części rejsów, np. do Armenii i Azerbejdżanu w miejscu drożdżówek otrzymujemy kanapki w wersji mięsnej lub wegetariańskiej (Z mojego punktu widzenia jest to spowodowane godziną przelotu oraz jego długością). Za jedzeniem pojawiają się napoje – na przelotach rejsowych otrzymamy pełny wybór napojów od wody i soku pomarańczowego po wino i piwo. Te świadczenia zapewnione są w cenie biletu niezależnie od wybranej taryfy. Istnieje możliwość zamówienia dodatkowych pozycji ze Sky Baru. Na nieco dłuższych rejsach (średni dystans) oferowane są dodatkowe przekąski – m. in. orzeszki nerkowca czy wafelek czekoladowy.

Tu pojawia się element, którego często brakuje w internetowych opiniach: perspektywa. Latanie LOT-em wygląda zupełnie inaczej, gdy masz za sobą nie jeden, lecz kilkanaście czy kilkadziesiąt rejsów i realne porównanie z tym, co oferuje szeroko rozumiana konkurencja. Gdy staję przed wyborem: Austrian, którym już kilka razy leciałem, czy PLL LOT – wybieram naszego narodowego przewoźnika. Nie z sentymentu, ale dlatego, że produkt, który dostaję na pokładzie, jest po prostu bardziej kompletny.

Przy okazji tego wpisu warto dodać, że w PLL LOT działa program lojalnościowy Miles&More w którym zbieramy mile i punkty, które można później wymienić na rejsy liniami lotniczymi uczestniczącymi w programie. Odpowiednia ilość punktów (którą w zeszłym roku udało mi się zdobyć) jest równa uzyskaniu statusu – w moim przypadku pierwszego, Frequent Travellera. Uprawnia mnie ona do licznych udogodnień, o których możecie poczytać więcej na stronach internetowych programu.