🇷🇸/🇲🇪 Z Belgradu do Baru: Bałkański Glacier Express

Kacper Malarz

Cześć! Jestem Kacper i pochodzę z podwarszawskiego Celestynowa. Ukończyłem studia licencjackie na kierunku Turystyka i Rekreacja w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, pracuję w tej branży, a od kilku lat spełniam się w roli podróżnika. Praca na pełny etat nie przeszkadza mi, aby znaleźć czas na podróże – zarówno te małe jak i duże. Zapraszam Was do odkrywania ze mną świata.

Poczytaj i daj się porwać w niesamowitą podróż!

Media społecznościowe


Dziś rozpiszę się o jednym ze swoich spełnionych marzeń. W czerwcu udało mi się pokonać kolejową trasę z Belgradu do Baru – jedną z najbardziej ciekawych pod względem widoków tras kolejowych w Europie. Spektakularna trasa licząca blisko 500 km prowadzi przez 435 mostów, 254 tuneli, a towarzyszą temu widoki pocztówkowe jak ze Szwajcarii. Pociąg pokonuje również najwyższy wiadukt kolejowy na świecie nad kanionem Mala Rijeka na wysokości 200 metrów. Choć podróżujemy pociągiem Srvbija Voz, który pamięta czasy dyktatora Tito (dosłownie – był to wagon z jego pociągu) to i tak na dworze widoki sprawiają, że przyrównuję tą trasę do Glacier Expressu, ale po bałkańsku. Spieszcie się, aby wyruszyć w podróż tym składem, bowiem Koleje Serbskie mają w planach modernizację wagonów obsługujących ten pociąg, a co za tym idzie, nie będzie już tak klimatycznie.

KIEDY? 18 – 22 CZERWCA 2025
JAK? PLL LOT Z WARSZAWY (LOTNISKO CHOPINA), SRBIJA VOZ Z BELGRADU, CRNOGORSKE ZELEZNICE Z BARU, AIRSERBIA Z PODGORICY
ILE OSÓB? FAMILY-TRIP
KOSZTY WYJAZDU (ŁĄCZNIE): OK. 4 TYS ZŁOTYCH/osoba

Przejdźmy zatem do genezy spełnienia mojego marzenia. Belgrad jest jednym z 3 miast Europy, do którego nigdy nie odmówię podróży – podróżnicy mają takie „swoje” miejsca, gdzie po prostu czują się dobrze. Na mojej liście oprócz Belgradu znajdują się na tej liście duńskie Aarhus i oczywiście Wilno na Litwie. Będąc w stolicy Serbii w 2024 roku w poszukiwaniu zawieszonych do dnia dzisiejszego połączeń Belgrad <> Budapeszt trafiłem na taką perełkę w rozkładzie – pociąg IR Lovcen na trasie do miasta Bar znajdującego się w Czarnogórze. Dla mnie to była iskierka do głębszego przyjrzenia się tematowi. Pogrzebałem, poszukałem informacji o tym pociągu i jakoś tak na liście moich marzeń pojawił się przejazd pociągiem z Belgradu do Baru. Powiem więcej, rozmarzyłem bliską mi osobę, a ta do realizacji tego marzenia się po części przyczyniła.

Znając już mniej więcej tendencję do promocji „Szalona Środa” w LOT, wiedziałem kiedy spodziewać się promocyjnych biletów na Bałkany i jakoś tak w marcu 2025 marzenia przeszły do fazy realizacji. Plan jaki powstał i został w sumie zrealizowany to przelot LOTem z Warszawy do Belgradu, w stolicy Serbii spędziliśmy noc, następnego dnia wieczorem przejazd pociągiem IR Lovcen do Baru, nad Adriatykiem spędzenie dwóch nocy, a w ostatni dzień najpierw przelot Air Serbia do Belgradu, a potem powrót LOTem do Warszawy.

Lotnisko Nikola Tesla w Belgradzie jest wypełnione cytatami o motywie podróżniczym

Zaczynając od początku – wyjazd miał miejsce w czerwcu, a konkretniej w czasie tzw. „Czerwcówki”, tj. Bożego Ciała. Wyjechaliśmy, a właściwie to wylecieliśmy w środę samolotem LOTu z Warszawy do Belgradu. Dzień ten przeznaczyliśmy na swobodny spacer po Belgradzie – zabrałem bliskiego na spacer po bulwarach Belgrade Waterfront. Miejsce to kojarzy mi się z Bulwarami Wiślanymi, jednak te są dużo lepsze – tam trzeba być, aby się przekonać. Dalej spacerowaliśmy ulicami miasta po nowoczesnej dzielnicy powstałej na terenie dawnej stacji kolejowej w Belgradzie. Sam w sobie budynek dworca w Belgradzie wciąż stoi, a plac przed nim został pięknie zagospodarowany. Jest to miejsce, w którym miałem swoją pierwszą styczność z miastem, przyjeżdżając tutaj Flixbusem (wówczas z firmą podwykonawczą – Fudeksem) z Budapesztu.

Wieczorem odwiedziliśmy polecaną w wielu miejscach restaurację Dva Jelena, gdzie oczywiście rządzi kuchnia bałkańska. W restauracji nie mogłem przejść obojętnie obok Karađorđeva šnicla, czyli serbskiego schabowego z serem. Jest to bardzo smaczne danie i przy kolejnej wizycie na pewno też skosztuję tego lub Pljeskavicy (kotlet mielony z kilku rodzajów mięsa, któremu często towarzyszy ser). W restauracji jak to na Bałkanach było gwarnie, grała muzyka na żywo, a muzykanci zaczepiali gości i to jest ten vibe, który lubię w tym kierunku. Po obfitej obiadokolacji ruszyliśmy spać.

Kolejny dzień to oczywiście czas na zwiedzanie Belgradu. Jako, że nie była to moja pierwsza wizyta w tym mieście postanowiłem działać spontanicznie. Z hotelu wymeldowaliśmy się, ale zostawiliśmy w nim bagaże. Ruszyliśmy na podbój stolicy – zacząłem od przejścia uliczkami centrum. Trzeba tu przypomnieć, że Belgrad stosunkowo niedawno był miastem bombardowanym przez NATO. Widać tutaj niestety mocno eurosceptyzm i inne anty-NATOwskie grafiiti. Na start dnia ruszyliśmy na śniadanie do cukierni/piekarni w pobliżu Hotelu Moskwa. Ten obiekt robi niesamowite wrażenie z zewnątrz – nie miałem okazji jeszcze zajrzeć do środka, ale zawsze trzeba mieć powód, żeby gdzieś wrócić. Żeby było śmieszniej, po drugiej stonie ulicy znajduje się Hotel Balkan – czyżby konkurencja?

W sumie to był dzień z jednym planem – dotrzeć wieczorem na dworzec Beograd Prokop i stamtąd ruszyć pociągiem do Baru. Jednak, żeby w Belgradzie coś pokazać postanowiłem nasz spacer pokierować w stronę Cerkwi świętego Sawy przez Trg Slavija (jeden z węzłów przesiadkowych). Po drodze widać sporo zieleni oraz zapowiedź EXPO 2027, które będzie miało miejsce w Belgradzie – to kolejny powód, by tu wrócić (tymczasem ja mając plan odwiedzić miasto jeszcze w tym roku…). Jako, że jestem entuzjastą kolei, nie mogłem nie zajrzeć na stację kolejową, która znajduje się w pobliżu Karađorđev parku. Sama w sobie stacja tak właśnie się nazywa. Kiedy robiłem zdjęcie torów podszedł do nas ochroniarz, który poinformował, że zdjęcia są zakazane. Dał też wyraźnie znać, że może tego nie widzieć jeśli byśmy dali mu łapówkę – nie zrobiliśmy tego, ale zdjęcie w moich zbiorach pozostało. W sumie nie ma na nim niczego szczególnego – zwykły wyjazd ze stacji i rozjazdy. Postanowiłem naszą trasę poprowadzić dalej do głównej stacji w mieście. Beograd Prokop / Beograd Centar to nowy dworzec główny obsługujący Belgrad. Stąd pociągi ruszają w kierunku m. in. Baru i Nowego Sadu. Prawdopodobnie w grudniu 2025 wystartują również ponownie połączenia na trasie Belgrad – Budapeszt. Nasz spacerek wiódł po dzielnicy Autokomanda – okolica wyglądała biednie, ale Bałkany ogólnie nie należą do krajów bogatych.

Spod dworca kolejowego spacerowaliśmy dalej, a moim celem był podjazd pod Bramę Zachodu w Belgradzie – budynek w stylu brutalistycznym z wielkim logo Zepter. Jest to jeden z punktów w kategorii ciekawe do zobaczenia. Stamtąd, aby pokazać tak zwane must see, ruszyliśmy do dzielnicy Zemun. To jest trochę jak miasto w mieście, ale widoki na Dunaj i Sawę oraz panorama centrum Belgradu w tle robią wrażenie – każdemu kto odwiedza to miasto, zajrzyjcie tu koniecznie. Z tej części miasta ruszyliśmy po nasze walizki do hotelu, a stamtąd już na stację. W tym miejscu znajduje się knajpka Filiale street & slow food (Prokop) – byłem w niej w zeszłym roku i zajrzeliśmy tu ponownie. Szczerze, jakość niestety nie jest już tak zadawalająca jak przy poprzedniej wizycie. Zjedliśmy obiad i ruszyliśmy na peron celem oczekiwania na główny punkt programu – pociąg IR „Lovcen”.

Tutaj warto wspomnieć, że bilety na pociąg kupiliśmy za pośrednictwem Discover Rail i były one dostarczone do naszego hotelu. Można tak naprawdę kupić bilet w dowolnej kasie PKP Intercity. Pomiędzy przewoźnikami jest umowa sprzedażowa, więc teoretycznie nie powinno być z tym problemu. Próbowałem kupić bilet na około 80 dni przed wyjazdem, ale nie udało się. Jak się później dowiedziałem, sprzedaż biletów międzynarodowych w Serbii startuje nie na 90 dni przed odjazdem, a jedyne 30 tak jak u nas na połączenia krajowe. Niebawem planuję jeszcze jedną próbę zakupu takiego biletu w kasie w Polsce i mam nadzieję, że się uda, bo przecież o możliwości zakupu biletu można poczytać nawet w dokumentach PKP Intercity.

Pociąg na stacji pojawił się planowo i ruszył z delikatnym, kilku-minutowym opóźnieniem. Biorąc pod uwagę wszelkie możliwe zdarzenia losowe (to są w końcu Bałkany!) byliśmy nastawieni na wszystko. Zaspojleruję – dotarliśmy do Baru w Czarnogórze z opóźnieniem nieco ponad 2h. Poszliśmy spać, a przynajmniej próbowaliśmy. Trasa pociągu wiedzie przez wiele tuneli, a te przy otwartym oknie po prostu są uciążliwe przynajmniej dla mnie. W nocy (około godz. 4) dotarliśmy do granicy serbsko-czarnogórskiej. Jesteśmy poza Unią, tutaj wciąż kontrola graniczna jest w sposób tradycyjny. Najpierw odwiedzili nas celnicy serbscy, a potem czarnogórscy. Po kontroli granicznej zaczęło się to, po co tu przylecieliśmy – widoczki niczym Glacier Express… Tutaj nic nie napiszę, ale wrzucę kilka zdjęć. To trzeba przeżyć samemu!

Dojechaliśmy do Baru, więc tego dnia ruszyliśmy też do baru. Trochę więcej o Barze – nazwa miejscowości pochodzi od Bari we Włoszech, znajduje się tutaj największy port w Czarnogórze. Co tutaj warto zobaczyć – gaje oliwne, Stari Bar, promenadę i otaczające nas góry. Pobyt w Barze dla nas to przede wszystkim odpoczynek.

Po zameldowaniu się w pensjonacie prowadzonym przez czarnogórskie małżeństwo (Pan studiował w Polsce) ruszyliśmy na śniadanie, spacerowaliśmy po mieście. Po prostu chill. Oczywiście nie mogliśmy nie pójść do baru w Barze.

Wieczorem nastąpiło delikatne załamanie pogody, jednak następnego dnia towarzyszyło nam słońce i upał 30*C. Ten dzień był sprzyjający spacerom, ruszyliśmy do wodospadu znajdującego się w górach. Nie spodziewałem się, że będziemy tak sobie spacerować kilometry, ale czemu nie. Na naszej trasie był przede wszystkim Stari Bar – część miasta, którą można określić starówką. Miejsce pełne historii, gdzie słychać… język polski. Nie mylicie się, Bar to popularny kurort nie tylko dla Serbów, ale też dla Polaków. Tutaj z lokalsami dogadasz się nawet po polsku.

W Barze życie toczy się powoli i to jest to, czego być może potrzebuje człowiek, który na codzień funkcjonuje w zabieganej w Warszawie. Spacerek promenadą, czy po górach – w Czarnogórze po prostu jest pięknie, a wszystko sprzyja odpoczynkowi. Nasz pobyt, choć krótki zbliżał się ku końcowi. Kolejnego dnia mieliśmy rano zaplanowany lot Air Serbia do Belgradu, jednak najpierw trzeba było dotrzeć na lotnisko w Podgoricy. Stacja Aerodrom znajduje się około 1,5 km od lotniska. Dotarcie na lotnisko paradoksalnie jest najlepsze koleją, biorąc pod uwagę możliwą cenę taksówki. Nie ma co oszukiwać 3 EUR za przejazd pociągiem (a nawet taniej, bo bilety są wypisywane ręcznie w pociągu i Pan wystawił go od innej stacji niż wsiedliśmy) vs 60 EUR za taksówkę brzmi korzystniej. Do tego te widoki…

Na lotnisku pozostało pożegnać się z Czarnogórą i stwierdzić, że to na pewno pierwsza, ale nie ostatnia wizyta w tym kraju. Dalsza część podróży to właściwie stopniowy powrót do Warszawy. Najpierw lot z Podgoricy samolotem Air Serbia do Belgradu, a tam parę godzin przerwy – czas na restaurację i drobne zakupy. Nie mogłem nie kupić jedynego wina, które serio mi smakuje – Kupinovo, serdeczna polecajka! Później już finisz w postaci lotu LOTem z Serbii do Warszawy.

Tak minęła ta krótka, ale z bogatym programem podróż, a zarazem spełnienie marzeń.