Sezon wizyt na jarmarkach świątecznych trwa w pełni. Widziałem w swoim życiu już kilka, m. in. w Wilnie, Warszawie, Wrocławiu czy Kownie. Dwa lata temu postanowiłem odwiedzić oceniany jako najpiękniejszy i moim zdaniem wyjątkowy za sprawą otoczenia – w Tallinnie w Estonii.

Tallinn podobnie jak Ryga, Wilno, czy inne miasteczka w krajach bałtyckich są dla mnie wyjątkowe, ponieważ tytułem mojej pracy licencjackiej na kierunku Turystyka i Rekreacja była właśnie „Atrakcyjność Krajów Bałtyckich w opinii turystów” pod przewodnictwem Pani Anny Sieczko, prof. SGGW. Nie ukrywam, do dziś zastanawia mnie dlaczego jako Polacy często wybieramy kraje zachodnie i destynacje, gdzie przeciążenie turystyką robi się coraz więcej, a tymczasem tak blisko od nas są takie perełki. Na tym też skupiłem się pisząc pracę dyplomową.

Do Tallinna najprościej dostać się oczywiście samolotem. Przelot z Warszawy trwa nieco ponad 1,5 godziny. Alternatywnie można dojechać autokarem lub pociągiem z przesiadkami. Warto tutaj dodać, że parę dni temu WizzAir ogłosił uruchomienie stałych połączeń pomiędzy stolicą Estonii, a Warszawą (Lotnisko Chopina) co ułatwia dotarcie tutaj. Do tego dochodzi jeszcze opcja drugiego niskokosztowca airBaltic, który od marca będzie latał na trasie z Warszawy do Rygi. Jedna przesiadka i do Tallinna też można dostać się lokalnym przewoźnikiem lotniczym. Możliwości jak widzicie jest wiele, kwestia chęci i zaraz możecie lądować w Tallinnie.

Chociaż od mojej wizyty na jarmarku bożonarodzeniowym w Tallinnie mijają już dwa lata to powiem Wam, że gdyby nadarzyła się okazja to wizytę w tym mieście i to w tym okresie to na pewno bym to powtórzył. Niedawne ogłoszenie trasy Warszawa<>Tallinn przez WizzAira sprawiło, że kwestią czasu jest, aż odwiedzę stolicę Estonii ponownie. Może nawet połączę to z wizytą w Parnawie lub na wyspach?

Jarmark bożonarodzeniowy w Tallinnie trwa od 21 listopada do 28 grudnia (dane z 2025 roku) i odbywa się w najbardziej reprezentacyjnym miejscu w mieście, czyli na jego starówce, wpisanej na listę UNESCO, zachwycającej doskonale zachowanymi basztami, gotyckimi kościołami i historycznym rynkiem. Można wokół tego zobaczyć urokliwe dziedzińce i dawne kupieckie kamienice.



Podczas wizyty na tym jarmarku nie sposób nie spróbować Gloggu, czyli lokalnego grzańca. Nie jestem fanem tego typu napojów, jednak ten estoński wyjątkowo przypadł mi do gustu i to tak konkretnie. Na stoiskach jarmarku można oprócz Gloggu natknąć się na estońskie rękodzieło – rękawiczki bawełniane (nie są tanie, ale na pewno służą latami), ozdoby świąteczne i masę innych rzeczy choć trochę nadające świętom magii.

O samej stolicy Estonii pewnie jeszcze coś napiszę, jednak dzisiejszy wpis, choć bardzo krótki ma na celu jedynie przedstawienie Wam jednego z najpiękniejszych jarmarków bożonarodzeniowych w Europie. Przy tej okazji już teraz chciałbym Wam wszystkim czytelnikom życzyć ZDROWYCH, POGODNYCH I RADOSNYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA – NIEZALEŻNIE OD TEGO GDZIE, ODPOCZNIJCIE OD RUTYNY I NABIERAJCIE ENERGII DO PRZECIERANIA KOLEJNYCH SZLAKÓW, ZARÓWNO TYCH LOKALNYCH JAK I NIECO DALSZYCH!







