🇩🇰 Z wizytą w bornholmskim Rønne

Kacper Malarz

Cześć! Jestem Kacper i pochodzę z podwarszawskiego Celestynowa. Ukończyłem studia licencjackie na kierunku Turystyka i Rekreacja w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, pracuję w tej branży, a od kilku lat spełniam się w roli podróżnika. Praca na pełny etat nie przeszkadza mi, aby znaleźć czas na podróże – zarówno te małe jak i duże. Zapraszam Was do odkrywania ze mną świata.

Poczytaj i daj się porwać w niesamowitą podróż!

Media społecznościowe


Nie rozumiem…Zaledwie 90 kilometrów od polskiego wybrzeża leży Bornholm — wyspa, która w blasku słońca zasługuje na miano bałtyckiej perły. Zaskakuje mnie, że dziś, by się tam dostać, trzeba kombinować z przesiadkami — promem ze Świnoujścia albo samolotem przez Kopenhagę (wybrana przeze mnie opcja). Ale warto. Bornholm to mozaika klifów, lasów i uroczych miasteczek, gdzie czas płynie inaczej. Na Bałtyku trwają pracę nad ogromnym projektem budowy turbin wiatrowych generujących energię odnawialne „Energy Island Bornholm” – szkoda, że jako Polska w tym nie partycypujemy. Mój weekend na wyspie był szalony, słoneczny i… za krótki. Po powrocie nasuwają mi się dwie myśli: gdzie zaginęła moja forma na rowerowe wyprawy i dlaczego nie zostałem dłużej w tej krainie szczęścia?

KIEDY? 29 SIERPNIA– 1 WRZEŚNIA
JAK? SAS Z WARSZAWY (LOTNISKO CHOPINA), DAT Z KOPENHAGI W RAMACH JEDNEGO BILETU
ILE OSÓB? SOLO-TRIP
KOSZTY WYJAZDU (ŁĄCZNIE): OK. 3,5 TYS ZŁOTYCH

Moje pierwsze pomysły odwiedzenia wyspy Bornholm pojawiły się w momencie, gdy trwała pandemia. Człowiek wtedy miał wystarczająco dużo czasu, aby pojeździć palcem po mapie i znaleźć kolejne, nieodkryte szlaki. Do roku 2020 z Kołobrzegu w sezonie uruchamiano połączenie katamaranem do Nexo, co dawało możliwość bezproblemowej i dość łatwej przeprawy na tą wyspę. Niestety do dnia dzisiejszego połączeń regularnych na tej trasie nie przywrócono, a co za tym idzie podróż na Bornholm przestała należeć do łatwych. Nim nastał sezon wakacyjny, przeglądając oferty linii lotniczych rzuciło mi się w oczy, że wśród destynacji SAS’u pojawia się miasto Ronne na wyspie. Niesamowicie chciałem odwiedzić to miejsce, dlatego też pod wpływem chwili zakupiłem bilety na loty z Warszawy z przesiadką w Kopenhadze. Padło na ostatni weekend wakacyjny. Koszt nie taki mały, bo blisko 1.400 zł, ale jednak – czego się nie robi, by spełniać podróżnicze marzenia. No i tak w sumie ni stąd ni z owąd w moim kalendarzu podróży pojawił się właśnie Bornholm.

Początek mojej bornholmskiej przygody nastał wieczorem w piątek 29 sierpnia tuż po zakończeniu pracy. Na Lotnisku Chopina w Warszawie pojawiłem się około 17:30, by nadać bagaż i ruszyć po raz pierwszy w życiu liniami lotniczymi SAS do Kopenhagi. Z niewielkim, 20 minutowym opóźnieniem rozpoczął się boarding. Moje miejsce oczywiście przy oknie. Samolot nie był jakoś wybitnie wypełniony pomimo weekendu, ale mam wrażenie, że powodu można szukać w ilości połączeń lotniczych uruchamianych przez tanie linie lotnicze WizzAir i Ryanair z Warszawy i Modlina w tym kierunku. Gdy byliśmy już w powietrzu otrzymałem zamówioną wcześniej w aplikacji pizzę. Serwis w liniach lotniczych SAS to kawa, herbata lub woda – za przekąski trzeba dopłacać. Jak na pizzę za 5 euro nie było tragedii, choć nadal pozostanę wiernym fanem kanapek w Polskich Liniach Lotniczych LOT lub tego już ikonicznego ham&cheese panini w Ryanairze. Po nieco ponad godzinie i przelocie nad moim ulubionym mostem nad zatoką Sund wylądowaliśmy na lotnisku Kastrup w Kopenhadze. Na przesiadkę miałem około godziny, więc na spokojnie przeszedłem przez terminal do bramki na Bornholm. Połączenia na tą wyspę obsługują linie lotnicze DAT (Danish Air Transportation). Większość samolotów to turbośmigłowe ATR, co na tej trasie tylko dodaje uroku.

Wystartowaliśmy chwilę po 22 i tutaj pora na ciekawostki związane z tą linią lotniczą. Miejsca nie są przydzielane – na karcie pokładowej oznaczone jest jako „FREE” – można było usiąść gdzie się chciało, a samolot nie leciał w pełni obłożony. Kolejna niespodzianka – pomimo tak krótkiego lotu, trwającego zaledwie około 30 minut, miał miejsce serwis pokładowy – serwowano pasażerom kawę i herbatę. Była ona bardzo dobra, czego w Danii można się spodziewać. Tutaj wszystko jest na wysokim poziomie. Naprawdę rewelacja, bo w niektórych tradycyjnych liniach lotniczych nawet na trasach ponad godzinnych nie jest serwowane nic (patrz: Brussels Airlines).

Po wylądowaniu na wyspie drobne zderzenie z rzeczywistością. Ostatni samolot ląduje na lotnisku w Ronne planowo o godzinie 22:40. O tej porze zamknięte są wszystkie wypożyczalnie samochodów na lotnisku, nie ma żadnego połączenia transportem publicznym do miasta. Trochę słaba sytuacja, bo taksówka kosztuje w przeliczeniu na nasze około 80 złotych za dystans nieco ponad 6 kilometrów. Przejrzałem sytuację zanim moja stopa pojawiła się na Bornholmie i wiedziałem, że do miasta prowadzi nieoświetlona, asfaltowa ścieżka rowerowa. Stwierdziłem, że w sumie czasem warto podnieść sobie poziom adrenaliny i z walizką ruszyłem do Ronne. Zadzwoniłem do bliskiej osoby i rozmawialiśmy przez całą drogę przez las. Nie było to najprzyjemniejsze, ale na pewno ciekawe doznanie. Do hotelu znajdującego się w ścisłym centrum stolicy wyspy dotarłem chwilę przed północą. Po dniu w pracy i podróży decyzja była prosta – czas spać.

CDN…