Dzisiejsze wspomnienia dotyczą podróży, która zupełnie niespodziewanie stała się jedną z najważniejszych w moim życiu. Wszystko zaczęło się od przypadku — dosłownie. Pewnej nocy wracałem z pracy i zupełnie niespodziewanie spotkałem moją dawną przyjaciółkę, z którą kiedyś codziennie dojeżdżaliśmy do liceum. Po ukończeniu szkoły i wybuchu pandemii nasz kontakt się urwał, ale tamtego wieczoru coś się zmieniło. Zaczęliśmy rozmawiać, a chwilę później umówiliśmy się na lunch w bardziej komfortowych warunkach. Rozmowa potoczyła się tak dobrze, że spontanicznie postanowiliśmy zaplanować wspólną podróż. Oboje mieliśmy swoje marzenia — jednym z nich była Dania. Okazało się, że Ryanair latał z Warszawy-Modlin do Aarhus, miasta, które znałem z serialu kryminalnego „Dicte”. Bilety były tanie, termin pokrywał się z Majówką, więc decyzja zapadła. Tak zaczęła się nasza podróżnicza przyjaźń. Ale najpierw — lecimy do Aarhus.

Lotnisko w Aarhus znajduje się około 40 kilometrów od centrum miasta. Po odebraniu bagażu wsiedliśmy do duńskiego autobusu — jak to w Danii, nie najtańszego — i ruszyliśmy w stronę miasta. Już po drodze byliśmy zachwyceni. Bujna, soczysta zieleń, która otaczała nas z każdej strony, zrobiła niesamowite wrażenie. Widoki z samolotu również były piękne — Jutlandia to kraina spokojna, malownicza, a jednocześnie często pomijana przez turystów.


Do Aarhus dotarliśmy po zachodzie słońca. Tego wieczoru nie planowaliśmy nic poza kolacją — jeśli dobrze pamiętam, kupioną w pobliskim 7-Eleven — i zasłużonym odpoczynkiem. Nocleg był skromny, ale wystarczający, by naładować baterie przed kolejnym dniem pełnym wrażeń.

Podczas naszego pobytu dostępna była karta turystyczna Aarhus Card. Umożliwiała darmowe przejazdy komunikacją miejską (autobusy i tramwaje w strefie miejskiej) oraz oferowała zniżki do muzeów i atrakcji. Z tego co wiem, obecnie karta nie jest już dostępna, ale wtedy była świetnym rozwiązaniem dla aktywnych turystów.



Zwiedzanie rozpoczęliśmy od spaceru do Muzeum Sztuki Nowoczesnej ARoS. To miejsce, które zachwyca nie tylko miłośników sztuki, ale też fanów fotografii — jest niesamowicie „instagramiczne”. Spędziłem tam kilka godzin, co jak na mnie — osobę, która zazwyczaj zwiedza muzea w ekspresowym tempie — było sporym zaskoczeniem.

Największe wrażenie zrobił na mnie tęczowy punkt widokowy na dachu muzeum. To prawdziwy symbol Aarhus — zdjęcia wychodzą tam bajecznie. Oczywiście muzeum oferuje wiele innych eksponatów, ale dla mnie to właśnie taras był wisienką na torcie. Trudno to opisać — trzeba po prostu zobaczyć na własne oczy.

Kolejnym miejscem, które odwiedziliśmy zupełnie przypadkiem, był skansen miejski Den Gamle By. To żywe muzeum, w którym czas się zatrzymał. Można zajrzeć do tradycyjnych duńskich domków, odwiedzić Muzeum Miasta i poczuć klimat dawnych lat.

Powiem jedno — lepszego muzeum związanego z historią, rozwojem i dumą lokalnej społeczności jeszcze nie widziałem. Nie będę się rozpisywać — uwierzcie, warto.

Po dwóch kulturalnych przystankach ruszyliśmy na spacer w stronę portu, gdzie znajduje się najbardziej ekskluzywna dzielnica Aarhus. Nowoczesne bloki i wieże mają swój klimat — minimalistyczny, chłodny, ale przyciągający wzrok. Choć świadomość, że raczej nigdy nie będzie mnie na to stać, trochę bolała, to spacer był naprawdę przyjemny.


W 2022 roku nie wszystkie budynki były jeszcze ukończone, ale widać było, że miasto ma ambitne plany rozwoju. Dzień zakończyliśmy spokojnym spacerem po centrum Aarhus, tuż obok naszego noclegu. Miasto nocą ma swój urok — ciche uliczki, delikatne światło latarni, przyjemna atmosfera.





Kolejny dzień w Aarhus spędziliśmy eksplorując południowe części miasta. Odwiedziliśmy Marselisborg, czyli letnią rezydencję monarchii duńskiej. Obok znajduje się rezerwat, gdzie można oko w oko spotkać się z jeleniami, dzikami i zwierzyną, która bardzo chętnie podchodzi do ludzi. Do tego możemy (w sezonie) wejść na niekończący się pomost Den Uendelige Bro. Wszystko sprawia, że spacerowanie po tej okolicy to sama przyjemność.

Dalsza część naszej wycieczki to spacerowanie po mieście – dalej dążyliśmy do centrum i dzielnicy Aarhus Ø. Jest mi naprawdę ciężko coś tutaj konkretniej opisać, bo tego po prostu trzeba doświadczyć. Trochę zdjęć z naszych spacerów do końca wyjazdu:




Ten wyjazd był naszym pierwszym z przyjaciółką (może trzeba dodać, że to była jej pierwsza wyprawa samolotem) i nie ostatnim. Do tej pory razem odwiedziliśmy m. in. Republikę Zielonego Przylądka (wyspa Sal), Porto (Portugalia), Kopenhagę (Dania), Stambuł (Turcja), Antalyę (Turcja), Marsylię (Francja), Monako i wiele innych… W planach mamy już kolejne, które pewnie na łamach Nieodkrytych Szlaków wkrótce opiszę…







