🇧🇬 Sofia w 24h – ultra szybki city break

Kacper Malarz

Cześć! Jestem Kacper i pochodzę z podwarszawskiego Celestynowa. Ukończyłem studia licencjackie na kierunku Turystyka i Rekreacja w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, pracuję w tej branży, a od kilku lat spełniam się w roli podróżnika. Praca na pełny etat nie przeszkadza mi, aby znaleźć czas na podróże – zarówno te małe jak i duże. Zapraszam Was do odkrywania ze mną świata.

Poczytaj i daj się porwać w niesamowitą podróż!

Media społecznościowe


Plany wyjazdu do Sofii w moim przypadku pojawiły się już w sierpniu 2025 roku kiedy WizzAir ogłosił uruchomienie swojej nowej bazy na lotnisku Warszawa-Modlin. Bilety za 49 złotych i dosyć dobre godziny przelotów na typowego city breaka – grzechem byłoby nie skorzystać. Moje plany zweryfikowane zostały w październiku, kiedy zauważyłem, że zjazd niestety wypada w weekend, kiedy mam zaplanowane loty z koleżankami. Bilety zostały spisane wtedy na straty. Plan podróży do Sofii wrócił z początkiem roku, gdy okazało się, że weekend tydzień wcześniej mam kompletnie bez planów, a przeloty Ryanairem wychodzą w nieco wyższych, ale nadal rzadko spotykanych w przypadku stolicy cenach. Zgodnie z zasadą krążącą po mediach społecznościowych – FIBI. Kto wie co to znaczy, ten wie.

Wylot Ryanairem z Warszawy-Modlina miałem zaplanowany w sobotę na godzinę 15:10, zaś powrót w niedzielę o godzinie 16:55 z Sofii. Idealne 24 godziny z nieodkrytymi dla mnie szlakami w Bułgarii. Kilka osób, które mnie pytało po co lecę na tak krótko. Moja odpowiedź jest prosta – poczułem potrzebę przerwania rutyny. Zapowiadane wielostopniowe mrozy nie zachęcały do pozostania. Oprócz Sofii na którą finalnie padło moje zainteresowania kręciły się też wokół Barcelony (a konkretniej to Andory, ale loty do Hiszpanii) i Rzymu, jednak kwestie logistyczno-finansowe wskazały na Bałkany.

Dla mnie to kolejny odwiedzony kraj bałkański – po wizytach w Serbii, Czarnogórze, Słowenii i Rumunii mniej więcej wiadomo było czego się spodziewać. Dobra kuchnia oparta na daniach grillowanych, architektoniczny bałagan i powolny styl życia. Pasuje to również do Sofii.

Bezpośrednio po przylocie udałem się do hotelu, by tam zostawić swoje graty (chociaż wyjazd na 24h to nadal bardziej opłaca się kupić wino na mieście i zapłacić za bagaż rejestrowany 10kg niżeli kupować trunki na strefie wolnocłowej). Mój nocleg stanowił tani easyHotel znajdujący się w pobliżu stacji metra Konstantin Velitchkov. Czasu na zwiedzanie nie miałem dużo, więc po chwili na podładowanie baterii w telefonie ruszyłem w miasto. Pogoda nie była sprzyjająca, jednak było przyjemnie cieplej niż w Polsce. Choć padał deszcz, to pomimo niego całkiem przyjemnie mi się spacerowało.

Nie miałem planu, ani oczekiwań. W oczekiwaniu na samolot zaznaczyłem pinezkami parę miejsc, które wzbudziły moją ciekawość. Pierwszym z nich była oczywiście przepiękna cerkiew Aleksandra Newskiego w centrum Sofii. Zanim jednak tam trafiłem moje zainteresowanie wzbudziła Opera i Balet w Sofii. Ciekawie podświetlone budynki, a przed nimi uwagę przyciąga pomnik Aleksandara Stamboliyskiego, polityka bułgarskiego.

Chwilę później dotarłem do jednego z dwóch moim zdaniem najważniejszych punktów do zobaczenia w Sofii – Cerkiew Aleksandra Newskiego. W nocy przepięknie oświetlony, wyjątkowy architektonicznie obiekt, a wokół niego ogromny plac. Następnego dnia ten plac pokrył śnieg, a tego wieczoru padał deszcz. Możecie sobie tylko wyobrazić jak tam następnego dnia było ślisko. Z uwagi na późną porę nie miałem możliwości wejścia do środka, jednak nadrobiłem to następnego dnia.

Po częściowym obejściu Cerkwii spoglądając na mapę ruszyłem pod pomnik Cara Wyzwoliciela. Pomnik jakich wiele widziałem, jednak tutaj ciekawe otoczenie oświetlonych hoteli – m. in. InterContinental. Kolejny target to Narodowy Pałac Kultury. Dla mnie jedna z perełek brutalizmu na świecie i miałem okazję ją zobaczyć po raz pierwszy. Organizowane są w nim koncerty, przedstawienia, wystawy, a w środku działa oczywiście centrum sztuki. NDK to taki bułgarski odpowiednik Pałacu Kultury i Nauki – obiekt wielki, a zarazem kontrowersyjny, dziś stanowi centrum życia kulturalnego stolicy Bułgarii.

Po intensywnym zwiedzaniu ruszyłem metrem w stronę mojego miejsca zakwaterowania. Wiedząc, że mam tylko 24h chciałem zobaczyć jak najwięcej. Nie wspomniałem o jednym – zanim gdziekolwiek ruszyłem na zwiedzanie musiałem coś przekąsić. W ramach swego rodzaju researchu znalazłem w internecie informacje, że w Bułgarii działa narodowa sieć fastfood. Taki trochę nasz Pasibus. Jest to Aladin Foods. Zjadłem tam swego rodzaju tortillę z sosem miodowym – było super. Choć z Panią nie dogadałem się w kwestii prośby o usunięcie pomidora ze składu wrapika, to uważam że jak nie lubię pomidorów, ten był całkiem przyjemny smakowo.

Krótka (no może nie tak krótka, bo jednak spałem przyzwoite 8 godzin) noc i nastał ciąg dalszy eksplorowania Sofii. Palcem po mapie pojeździłem i kolejne punkty na niej zaznaczyłem. Pierwszym z nich był Plac Sv. Nedeleya – niby byłem tam poprzedniego wieczoru kiedy przesiadałem się pomiędzy liniami metra, jednak tym razem zobaczyłem jak to wygląda za dnia i jakoś tak dokładniej.

Obok tego placu znajduje się cerkiew Sweta Nedela oraz Central Market Hall. Tutaj największa niespodzianka – wewnątrz znajduje się filia sieci handlowej Kaufland. Oczywiście w środku obiekt robi wrażenie niesamowite, jednak zamiast „bazarku” mamy hipermarket. Przy okazji zrobiłem zakupy.

Po drugiej stronie ulicy znajdował się punkt informacji turystycznej w postaci tramwaju. Nie wiem czy był on otwarty, ale wyglądał bardzo efektownie. Tutaj trzeba dodać, że w temacie tramwaju Sofia jest wyjątkowa – podróżując tym środkiem lokomocji można spotkać naprawdę wiele ciekawych modeli, ale też znane nam w Polsce modele takie jak nasze wyprodukowane w Bydgoszczy – Pesa Swing.

Moje zainteresowanie koleją sprowadziło mnie oczywiście także na sofijski, brutalny dworzec kolejowy. Nie wiem jak Wam, ale mi się podoba. Nie jest to co prawda obiekt nowoczesny jak ten w Belgradzie, ale nadal uważam, że warty chociażby zobaczenia.

Na mojej liście znalazły się jeszcze dwa punkty – Most Orłów oraz restauracja Vkusnoto Kebapche. Pierwsze miejsce w ogóle nie zrobiło na mnie wrażenia, więc nawet nie poświęcę mu więcej uwagi, a w drugim po prostu los nie chciał mnie tam. Kręciłem się w okolicy tej restauracji przed jej otwarciem o godzinie 12:00, jednak przyszedłem kwadrans po tej godzinie, a w środku poinformowano mnie, że z powodu uroczystości rodzinnej, ta jest zarezerwowana całkowicie na wyłączność. Nie zostało mi nic innego jak szybko szukać alternatywy, a ta znalazła się w znanym mi i lubianym fińskim Hesburgerze. No cóż, chciałem spróbować lokalnej kuchni, ale się nie udało. Jest to dla mnie powód, by do Bułgarii jeszcze kiedyś wrócić. Podobno klasykiem jest urlop nad Morzem Czarnym w Złotych Piaskach – ja nigdy nie byłem, ale może to najwyższy czas tam zajrzeć… Wyjazd choć krótki i intensywny to uważam za udany.

Wspomniałem, że w niedzielę spadł śnieg, nie przeszkodziło mi to jednak w dalszym eksplorowaniu miasta. Temperatura odczuwalna była zdecydowanie niższa od tej w sobotni wieczór, ale jak to ktoś kiedyś powiedział „taki mamy klimat”.

Minęło prawie 24 godziny, więc szybka wycieczka do hotelu po bagaż i jazda na lotnisko. Z uwagi na atak zimy w Polsce, mój samolot przyleciał do Sofii z 1,5 godzinnym opóźnieniem i z takim mniej więcej też odleciał. Powodem były oczywiście warunki pogodowe, które wymuszają procedurę odladzania maszyn – w sumie nie przypominam sobie czy wcześniej miałem przyjemność obserwować to zjawisko, w końcu to pierwsza taka prawdziwa zima od ponad 12 lat…